Tymczasowe forum gry Arda
 | Strona: 1 / 1 strony: [1] |
OpowiadankaNasze bazgroły |  |
| | | | Balaros | 29.03.2007 22:48:31 | Grupa: Użytkownik
Posty: 6 #1779 Od: 2007-3-29
| ZAmieszczajcie tu swoje opowiadania, wiele osób z chęcią pewnie przeczyta wasze wypociny. Ja może zacznę.
Zawsze gdy sięgam pamięciom wstecz, do czasów mojego dzieciństwa, widzę te same, krwawe obrazy i słyszę te same okrzyki. To wspomnienia walki, która zagorzała na rynku wioski Shirli w której mieszkałem. Mój ojciec ubrany w lśniącą, srebrną zbroję, trzymający w prawej ręce miecz, na którego ostrzu odbijały się płomienie tańczące na strzałach podpalonych przez wrogów. Stał on na czele małej grupki strażników, dzielnie broniących się przed straszliwą nawałą nieumarłych. Nasi wojownicy z niezwykłą zaciekłością odpierali kolejne ataki, z krzykiem na ustach zadając kolejne razy wrogim zbrojnym. Pamiętam, że ojciec dostrzegł mnie w szkarłatnym blasku płomienia pochodni i stanął jak wryty. Z przerażeniem w oczach popędził w moją stronę, w biegu ścinając kolejnych przeciwników. Krew bryzgała mu na twarz, ale on zdawał się na to nie zważać. Gdy dobiegł do mnie był na skraju wyczerpania -Co ty tu robisz mój synu?! Prędko biegnij do domu i schowaj się do czasu aż to wszystko nie minie! -Ale tato. Oni tam... -Uciekaj nie ma czasu na gadanie mój synu! Obyśmy jeszcze się spotkali... -dodał po chwili cicho. I właśnie w tym momencie przeszyła go strzała. Jęknął boleśnie, osunął mi się na ramiona i ostatkiem sił wykrzyczał: -Uciekaj! Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Nigdy sobie nie wybaczyłem że przez moją głupotę zginął mój ojciec. Ze łzami w oczach pobiegłem tak, jak mi kazał. Gdy znalazłem się już w domu, zabarykadowałem drzwi i wyjrzałem przez okno. Moim oczom ukazał się straszny widok. Nieumarli śmiali się szyderczo zabijając bezbronnych mieszkańców. Ludzie zaprzestali walki i skierowali się do ucieczki. Piękna niegdyś wioska Shirli stanęła w płomieniach. Ja schowałem się w kącie, mając nadzieje, że żaden potwór mnie tam nie znajdzie i gdy to wszystko przeminie ucieknę. Niespodziewanie ciężkie, dębowe drzwi mojego domu zatrzeszczały jeden raz, potem drugi i nagle z wielkim hukiem wyleciały z zawiasów, a moim oczom ukazało się dwóch nieumarłych. Byli ubrani w jakieś łachmany, pewnie zdarte z ludzi których zabili. Wyższy miał do pasa przypięty zardzewiały miecz i w lewej ręce drewnianą tarczę, drugi w swych brudnych łapach trzymał wielki, dwuręczny topór, po którym spływały strużki krwi. Serce podeszło mi do gardła. Oparłem się o ścianę, gdy nagle poczułem jak zalewa mnie gniew i jakaś nieuchwytna moc. Z moich ust wyrwał się szereg słów, których sam nie rozumiałem, a Nieumarli natychmiast stanęli w płomieniach i obrócili się w pył. Ja zaś osunąłem się na ziemię doszczętnie wyczerpany. Zostałem jednym żyjącym człowiekiem w wiosce.
Obudziłem się w obcym miejscu. Otaczały mnie kamienne ściany pomalowane na jaskrawy fiolet, łóżko na którym leżałem było zaś zdobione misternymi grawerunkami. Naokoło znajdowały się przedziwne przedmioty, jakich nigdy nie widziałem. Myślałem że to był sen, z którego nie chciałem się obudzić. Leżałem tam dość długi czas, przyglądając się z zachwytem wszystkiemu dookoła. Nie wiedziałem nawet kiedy ponownie zasnąłem. Następnego ranka, gdy się obudziłem, zobaczyłem siedzącego obok łóżka mężczyznę ubranego w ciemną, granatową szatę. Był on już stary, miał długą, siwą brodę, a po jego twarzy było widać mądrość wielu lat. -Widzę, że szybko odzyskujesz siły, mój chłopcze. Byłeś skrajnie wyczerpany, gdy cię znalazłem, można powiedzieć, że otarłeś się o śmierć.- Rzekł do mnie niespodziewanie. -Jak to się stało, że się tu znalazłem możny panie?- zapytałem siadając na łóżku. -Chłopcze czy pamiętasz tę noc gdy spłonęła twoja wioska i zginął twój ojciec? zapytał łagodnie. -Pamiętam tylko to jak ojciec ze strzałą w plecach osuwa mi się na ramiona i jak uciekam do domu- łza spłynęła mi po policzku-Jedyne czego teraz pragnę to zemsty. -Wysłuchaj teraz dokładnie tego co ci powiem. Mój chłopcze życie uratowała ci magia. Uderzyłeś w nieumarłych ogniem. -Magia, czary,ogień nic z tego nie rozumiem. -Widzisz posiadasz bardzo rzadki talent, który można wykorzystać na wiele sposobów, możesz magią leczyć ludzi, wyczarować jedzenie, podpalić dom. Ogranicza cię tylko własna wyobraźnia. -Ale skąd mam tę moc. I skąd wiedziałem jakich słów użyć?- Zapytałem niedowierzając. -Jakby ci to powiedzieć jedni rodzą się bezmózgimi osiłkami którzy potrafią tylko machać mieczem, a jedni inteligentnymi magami. Na drugie pytanie nie potrafię ci odpowiedzieć, podejrzewam że w czasie wielkie niebezpieczeństwa znalazłeś w swojej podświadomości odpowiednie słowa i rzuciłeś zaklęcie. -A więc czy to oznacza że dzięki magi mogę zabić kogo tylko chce i zemścić się na nieumarłych? -Kiedyś to na pewno będzie w twoim zasięgu być może już niedługo, wszystko zależy od ciebie i od tego jak szybko będziesz pojmował tajniki magii. Pamiętaj że są magowie bardzo starzy i potężni, których mocy nie był byś wstanie sobie nawet wyobrazić, lecz są i źli magowie ci czekają tylko na to byś się do nich przyłączył lub zginął.-powiedział gładząc się po brodzie -Tyle tego wszystkiego mi powiedziałeś, a ja dalej nie wiem skąd się tu wziąłem.-zapytałem po raz kolejny -Gdy wracałem ze StormWind do swojego domu ujrzałem płomienie które wybuchły w Shirli. Spiąłem konia i popędziłem w stronę wioski zobaczyć co się stało. Jadąc mijałem stada wilków wyraźnie czymś były poruszone. Gdy dojechałem na miejsce ujrzałem straszny widok, wszędzie widziałem martwe ciała i płomienie. Wyglądało to tak jakby śmierć opanowała Shirli. Rozejrzałem się po wiosce i wkońcu zrozumiałem co się stało, to nieumarli napadli na wioskę i wszystko zniszczyli. Byłem wściekły na siebie że nie przybyłem tu wcześniej, może zdołał bym zapobiec tej masakrze... -Ty jakim cudem taki staruszek mógłby pokonać armie nieumarłych.-Spojrzałem na niego zdziwiony. -Wybacz nie przedstawiłem się. Jestem magiem piątego kręgu ognia, a zwą mnie Macros i proszę nie przerywaj mi więcej. -Wybacz. -Tak wiec jak juz mówiłem byłem wściekły na to co sie stało. Po nieprzyjaciołach nie było śladu, nie wiedziałem co robić gdy nagle usłyszałem przenikliwy wrzask. Siadłem z konia i po pędziłem w tamtym kierunku, krzyki dochodziły z twojego domu. Biegiem wskoczyłem do domu i zobaczyłem dwa potwory stojące w płomieniach, a przy ścianie ciebie leżącego bez życia. Szybko wyniosłem cię z domu i usadziłem na siodle. Wskoczyłem na konia i popędziłem do domu. Pędziłem jak szalony koń był na skraju wyczerpania, wiedziałem jednak, że zwłoka może być dla ciebie śmiertelna. To cała historia powiem ci jeszcze, że spędziłeś w łożu dwa tygodnie i gdyby nie elfy i ich wiedza juz byś nie żył . -A więc to wszystko tak wygląda jestem ci wdzięczny za wszytko, lecz co mam teraz począć gdzie pójdę? -Jeśli sie zgodzisz zostaniesz u mnie. Nauczę cie wszystkiego co potrafię i gdy będziesz gotów przedstawię radzie magów której przewodzi Andurhel. Należy do niej jedenastu najpotężniejszych magów Lordaeron. W tym także i jak juz wspomniałem. -Pozwól mi się namyślić jutro ci dam odpowiedzi. -Zgoda a teraz się prześpij widzę że zmęczyła cie ta rozmowa .Do zobaczenia, zdrowiej szybko Gwath. I znów zostałem sam. Rozmyślałem o tym czego sie dzisiaj dowiedziałem. Skąd Macros znał moje imie i skąd wiedział że jestem magiem, myślałem o tym jeszcze przez chwile i usnąłem. Nazajutrz obudził mnie śpiew słowików za oknem. Leżałem bez ruchu wpatrzony w fioletowa ścianę czekając na Macrosa. Wiedziałem juz jaką mu dam odpowiedź. Po dwóch godzinach czekania drzwi sie uchyliły i starzec wszedł do środka. -Witaj mój mały widzę że czujesz się znacznie lepiej.- uśmiechnął się -Tak dziękuje. -A więc co postanowiłeś?- zapytał -Zgadzam się tylko powiedz mi jedno skąd wiedziałeś że jestem magiem. -Po prostu mimo że byłeś nieprzytomny emanowała od ciebie niesamowita moc. A teraz odpoczywaj gdy będziesz w pełni sił odbędziemy pierwsza lekcje. Po tych słowach pożegnał się i wyszedł. W łóżku leżałem jeszcze trzy dni Macros codziennie mnie odwiedzał i sprawdzał jak sie czuje. Dokładnie cztery dni po tym jak zgodziłem sie zostać i uczyć się u Macrosa, pierwszy raz wyszedłem za świeże powietrze. Nauki rozpoczęły się dopiero tydzień później gdy w pełni odzyskałem siły. Na pierwszej lekcji uczyłem sie odszukać w swoim umyśle energii potrzebnej to rzucenia czaru. Nauka tego trwała dokładnie miesiąc. Kolejne miesiące uczyłem się pradawnej mowy. Gdy znałem juz zaklęcia i potrafiłem uwolnić energie przyszła pora na rzucenie pierwszego czaru. Macros zaprowadził mnie na podwórze i zaczął wszystko dokładnie tłumaczyć. Gawth pomyśl co chciał byś zrobić z ogniem, uwolnij energie i wypowiedz jego nazwę w pradawnej mowie. Tylko pamiętaj ma to być błahostka a nie otoczenie nas płomieniami, to by cię mogło zabić nie masz jeszcze wystarczająca dużo energii. Pomyślałem o wystrzeleniu małej kuli ognia w niebo. Podniosłem prawą dłoń i powiedziałem “brisingr” nagle z mojej ręki wystrzeliła mała kula ognia i znikła w powietrzu. W jednej chwili opuściły mnie siły upadłem na ziemie i omal nie zemdlałem. Macros rozgniewał się. -Oszalałeś chodziło mi o podpalenie strzały lub wyczarowanie płomyka a nie posyłanie kuli ognia w niebo jesteś jeszcze na to za słaby.-Zaprowadził mnie do pokoju i kazał sie położyć. -Jutro spróbujemy czegoś innego na dzisiaj koniec jesteś zbyt wyczerpany.-wychodząc z pokoju powiedział -Możesz sobie pogratulować dzisiejszego wyczynu w twoim wieku mało kto mógł by zrobić coś podobnego. I tak minęło 10 lat. Codziennie uczyłem sie magi choć co jakiś czas Macros uczył mnie władania mieczem. Pamiętam jak mi kiedyś powiedział-Gdy zawiedzie cię magia miecz może uratować życie. Wiele czasu spędzałem w bibliotece czytając najróżniejsze księgi pogłębiając swoja wiedze na temat świata. Gdy skończyłem 24 lata mój nauczyciel uznał ze jestem gotów by przedstawić się radzie. Wyjechaliśmy pod osłoną nocy. Macros nigdy nie przepadał za słońcem wolał ciemność zresztą tak samo jak ja co sprawiło, że staliśmy sobie bliżsi. Był dla mnie | | | | | Tivox_Fennariell | 29.03.2007 22:52:27 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 127 #1780 Od: 2007-3-1
| Część dalsza za chwile _________________
| | | | | Balaros | 29.03.2007 22:52:47 | Grupa: Użytkownik
Posty: 6 #1782 Od: 2007-3-29
| Był dla mnie jak drugi ojciec. Gdy tak jechaliśmy rozmyślałem o tym ile dla mnie zrobił. -Dziękuje ci za wszystko co dla mnie zrobiłeś. -Nie dziękuj to dla mnie przyjemność i zaszczyt mieć tak zdolnego ucznia i wiernego przyjaciela- uśmiechnął się do mnie.- Lecz teraz będziemy spędzali o wiele mniej czasu razem, bowiem jeśli zdasz próbę zostaniesz wychowankiem rady i od tej pory będzie cię szkolił mistrz Andurhel. Nic nie odpowiedziałem. Z jednej strony cieszyło mnie to że będę miał szanse na nauki kogoś tak mądrego i potężnego jak mistrz rady ognia. Rankiem znaleźliśmy się w StormWind. Szybko znaleźliśmy siedzibę rady. Znajdowała się ona na samej górze wieży w magicznej dzielnicy. Wnętrze wieży było ponure i ciemne, jednym oświetleniem były nie liczne pochodnie. Gdy wdrapaliśmy się na samą górę zobaczyłem pustą ścianę. Macros wyszeptał. -Atra nosu vaise vardo fra eld hornya i nagle przed nami ukazał się portal.- Macros wkroczył w niego, a ja powędrowałem jego krokiem. Po przekroczeniu portalu moim oczom ukazała się wielka sala. Było tutaj trochę więcej światła, lecz na ścianach i tak piętrzyły sie pajęczyny. Stało tu wiele regałów za z księgami wszelkiego rodzaju. Na środku stał ogromny stół a naokoło niego siedzieli członkowie rady. Jedno krzesło wręcz przypominało tron więc domyśliłem się że należy ono do Andurhela. Po jego lewej i prawej stronie były dwa wolne miejsca. Gestem ręki przywitał nas i nakazał usiąść. Macros ukłonił sie i ruszył w stronę wolnego krzesła. Również się ukłoniłem i powędrowałem jego śladami. Magowie obradowali nad problemem nieumarłych, którzy bardzo poważnie rozprzestrzenili się na ziemiach Loraderonu. Po zakończeniu obrad Andurhel wyszedł na środek sali nikt po za nim nie ruszył się z miejsca. Nagle Po Sali rozniósł się donośny głos maga. -Gwathu powstań i podejdź do mnie. Zrobiłem jak kazał. -klęknij. Ukląkłem -I teraz przysięgnij strzec tajemnic rady oraz całkowite posłuszeństwo! -Przysięgam! -Ale czy jesteś tego pewien? Tu nie jest tak kolorowo jak to jest w bajkach dla dzieci. Czasem będziesz musiał patrzeć bezsilnie na śmierć kobiet i dzieci lub samemu ich zabijać dla dobra rady. Bowiem nie stoimy po żadnej ze stron, jesteśmy po to by strzec porządku na tych ziemiach i nie dopuścić do chaosu o który stara się tak wielu ludzi jak i nieumarłych. Tak więc zapytam jeszcze raz czy przysięgasz?! Zawahałem sie przez chwilę.-Tak przysięgam! -Zgoda teraz nie ma juz odwrotu by zostać uczniem rady i być może w przyszłości jej członkiem udaj sie do wioski Shirli i ją spal. Od jakiś 12 lat zamieszkują ją nieumarli co nie godzi się z naszymi prawami. Jeśli wykonasz zadanie i przeżyjesz rada przyjmie cię pod swoje skrzydła.. A teraz wyjdź przez portal z powrotem do wieży! Wkroczyłem w portal i znalazłem się znów w wieży. Czekałem tam ponad godzinę aż Macros wrócił. Spojrzał na mnie i zszedł na duł wieży osiodłał konia i wsiadł na niego. -Na co czekasz siodłaj szybko Galzra. Wracamy do domu. Byłem zdziwiony przejęciem Macrosa. Ciekawe co wydarzyło się po tym jak wróciłem do wieży. Droga powrotna przebiegała o wiele szybciej, Macros mało się odzywał a ja rozmyślałem o zadaniu. Mam zniszczyć wioskę mojego dzieciństwa. Po wielu godzinach drogi postanowiłem. To juz nie jest ta sama wioska zniszczę ją i wszystkich nieumarłych żyjących tam. Gdy dotarliśmy do domu Macros cały czas zachowywał się dziwnie. Czasami znikał na kilka dni nic mi o tym nie mówiąc, a gdy o coś pytałem zmieniał temat. W końcu nadszedł dzień w którym miałem wykonać swoje zadanie. Byłem bardzo podniecony. Czułem jak wewnętrzna energia mnie rozsadza mnie od środka. Myślałem tylko o tym kiedy nadejdzie wieczór i wsiądę na Galzra. W końcu słońce zaszło, a ja ubrałem lekka zbroje. Do mego pokoju wszedł Macros w rekach trzymając piekny miecz. -Gwath pamiętasz co ci mówiłem o mieczu? -Oczywiście! Więc weź mój miecz nazywa się Kelebrin jego klinga miała na sobie krew wielu potworów, nieumarli się go boją. -Dziękuje mój mistrzu. Postaram sie nim zabić wielu wrogów. -Oby ci się udało wierze w ciebie. Pożegnałem sie z Macrosem schowałem Kelebrina do pochwy i wybiegłem z pokoju. Wskoczyłem na Galzera i popędziłem w kierunku Shirli. W czasie jazdy nie przemęczałem się by mieć siły do walki. Galzer biegł lekkim galopem a ja rozglądałem sie uważnie czy nie ma gdzieś w pobliżu nieumarłych. Gdy zbliżałem się do wioski z daleka było słychać okrzyki potworów. Podjechałem od strony lasu. Stanąłem wryty widząc piękną niegdyś wioskę splugawioną przez nieumarłych. Wezbrała we mnie złość uwolniłem energie “brisingr” Na około wioski pojawiły się płomienie wszystkie drogi ucieczki zostały odcięte przez ogień. Nieumarli wpadli w panikę a ja na dokładkę zacząłem ciskać ogniste pociski w kierunku wioski. Domy, przynajmniej to co je przypominało stanęły w płomieniach nieumarli wrzeszczeli z bólu. Po krótkiej chwili wioska była doszczętnie spalona, a te potwory nie żywe. Wyczerpany nakazałem Galzrowi zawrócić gdy zaatakowało nas dwóch wrogów. Ostatkiem sił sparowałem ciosy i ciąłem ich w gardła. To był koniec tej wioski juz nigdy na tej splugawionej ziemi nikt nie zamieszkał. Galzer popędził ile sił w nogach. Jadąc myślałem o tym czego dokonałem, z pewnością był to wielki wyczyn. Macros czekał na mnie niecierpliwie. Mój rumak doniósł mnie bez szwanku do domu. Macros wybiegł z domu podbiegł do mnie by zdjąć ,mnie z konia widział ze nie mam sił. Powiedziałem tylko. -Udało się.
Następnego dnia obudziłem się w swoim łóżku. Macros siedział na demną i czuwał. -Witaj mój mały. -Mistrzu udało sie wioska zniszczona, a nieumarli zabici. Teraz jestem gotów by szkolić się pod bacznym okiem całej rady. -Tak jestem z ciebie bardzo dumny. Nie wiem czy sam zdołał bym zrobić to lepiej a teraz ubieraj sie, zjedz coś i jedziemy do StormWind. Podróż wyglądała podobnie jak ostatnim razem. Andurhel ucieszył sie z wiadomości jaka przekazał mu Macros. Kazał mi wystąpić i powiedział. -Dowiodłeś swej wierności i tego ze jesteś godzien by stać się wychowankiem rady. -Przyżekam być pilnym uczniem i oddać życie za radę. -Dobrze więc postanowione! Pamiętaj jedno jeśli zrobisz coś nieodpowiedzialnego co mogło by zaszkodzić radzie nie będziesz miał tu czego szukać. Potem skinął głową na znak ze mogę odejść.
I tak rozpocząłem naukę. Wszyscy magowie byli bardzo życzliwi i pomocni, wiele sie od nich nauczyłem i dowiedziałem o świecie. Każdy miał swoja dziedzinę w której był niedościgniony. Ja jednak najlepiej czułem sie używając ognia, co spowodowało że dalej większość czasu spędzałem z Macrosem. Każdy z nich dawał mi wiele zadań. Większość była łatwa, lecz niektóre potrafiły skrajnie mnie wyczerpać. Nauki te pobierałem przez 26 lat i dokładnie w moje 50 urodziny zostałem wezwany na zebranie rady. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo jak 26 lat temu. Podobnie jak wtedy kazano mi teraz wyjść na środek sali stał tam Andurhel. -Gwathu poczyniłeś wielkie postępy przez ten krótki okres czasu. Uznaliśmy jedno głośnie ze jesteś gotów by wstąpić do rady. Musisz wybrać krąg do którego będziesz chciał należeć. Ogień, lód, Powietrze,Woda,Ziemia. Co wybierasz? -Wybieram krąg ognia. -Uklęknij! U klękłem. Wypowiedział coś w pradawnej mowie. Nie rozumiałem tych słów. -Powstań! Jesteś teraz członkiem rady magów i należysz do kręgu ognia twym przełożonym będzie Macros. Bowiem nawet ja mu nie dorównuje w tej dziedzinie magi. Magowie zaczęli klaskać i gratulować byłem szczęśliwy że w końcu spełniły sie moje marzenia.
| | | | | easyrider | 10.09.2008 10:08:01 | Grupa: Użytkownik
Posty: 4 #153475 Od: 2008-9-9
UŻYTKOWNIK ZABLOKOWANY | Fajne. Podziwiam, bo ja jestem lewus w pisaniu.
---------------------------------------------
TYLKO ZAREJESTROWANI I ZALOGOWANI UŻYTKOWNICY WIDZĄ LINKI » DARMOWA REJESTRACJA
|
 | Strona: 1 / 1 strony: [1] |
| << Pierwsza | < Poprzednia | Następna > | Ostatnia >> |
| Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!! |
|